Index Malorum Poloniae

W Polsce w każdym, najmniejszym sklepie możemy spotkać przynajmniej kilka odmian jabłek o
charakterystycznych cechach: kwaśne, słodkie, kruche, miękkie, soczyste, twarde itd. Zdania na
temat wyższości jednych odmian nad drugimi są mocno podzielone. Zwolennicy poszczególnych
rodzajów są nieustępliwi i potrafią długo przekonywać o walorach swoich ulubionych owoców.
Oprócz starych, tradycyjnych odmian hodowanych hobbystycznie, nasi sadownicy hodują i
ulepszają odmiany z całego świata. Najbardziej popularne z nich to: jonagold, gala, szampion,
idared, koksa, ligol, zielona granny, goldstar, paulared, rubin, cortland, lobo, kosztela, antonówka,
reneta i oczywiście wczesna, letnia odmiana – papierówka.
Stare odmiany czy nowe, jabłka które wyrosły na gościnnej polskiej ziemi górują nad tymi
wyhodowanymi za granicą smakiem, świeżością, naturalnością i przydatnością w domu oraz w
przemyśle.

A oto przykłady ciekawych odmian jabłek i fascynujących historii, jakie często się za nimi kryją. 

KOSZTELA
Jestem jedną z najstarszych polskich odmian jabłoni i prawdziwym rarytasem, dziś niestety rzadko
spotykanym. Wieść ludowa niesie, iż w 1590 roku ogrodnik króla Jana III Sobieskiego Jakub
Wilczarek sprowadził dorodną jabłoń zwaną Wierzbówką Białą. Król z miejsca pokochał niezwykły
smak jabłek, które przypadły również do gustu Marysieńce-jego oblubienicy. Jabłka te były
wyjątkowo słodkie i soczyste, o specyficznym aromacie i nakrapianym złocistym kolorze.
Sama jabłoń owocowała naprzemiennie co dwa lata, a król osobiście doglądał zbiorów. Skąd więc
nazwa „Kosztela”?
Pewnego roku zbiory były wyjątkowo małe, król widząc ich efekt krzyknął „Kosz tylko?! To tych
kosztylków jest mało, a moja Marysieńka tak je lubi”. I tak nazwano te jabłka Kosztylkami, a
później Kosztelami.
Jestem jabłkiem-legendą. Jeszcze nie tak dawno, w sadach naszych dziadków, byłam częstym
widokiem. Dziś ze względu na niską przydatność dla przemysłu przetwórczego prawie zanikłam.

ŻELEŹNIAK
Jabłoń ta przywędrowała do nas z Niemiec w XVII w. Związanych jest z nią kilka ciekawych
faktów, historii i anegdot.
Do lat 50. XX w. była to bardzo popularna odmiana. Nie z powodu smaku, któremu nie można nic
odmówić, ani z powodu nieprzydatności na przetwory (jest wręcz przeciwnie). Wyjaśnienie tego
fenomenu jest proste. Jabłka Żeleźniak zbiera się w październiku, jednak nie nadają się wtedy
jeszcze do jedzenia. Zerwane dojrzewają przez długi czas w piwnicy, a pierwszy raz próbowane są
w Święta Bożego Narodzenia. Nic dziwnego więc, że zanim pojawiły się szklane bombki, jabłka
Żeleźniaka spełniały ich rolę na choince!
Jabłoń Żeleźniaka była też zwana Groszówką. Jej jabłka w Polsce były bardzo tanie – 12 sztuk
kosztowało dokładnie 1 grosz.
Jest to bardzo dzielne drzewko, które nie wymaga oprysków i może rosnąć na piasku, stąd na
przełomie XIX i XX w. namiętnie obsadzano nim miedze i pobocza dróg.

KALWILA BIAŁA
To drzewko jabłoniowe o wyjątkowo arystokratycznych manierach pochodzi z Francji. Bardzo
trudne w utrzymaniu raczej nie było spotykane w chłopskich zagrodach. W Polsce, do której
sprowadzono je w XVIII w. było bardzo cenione. Sadzono je w dworach i pałacach, gdzie otoczone
było najlepszą opieką.
Smak owoców Kalwili Białej jest uznawany za jeden z najlepszych na świecie. Same jabłka nie są
jakieś piękne, raczej kanciaste i nieregularne. Nie przeszkadzało im to jednak być ozdobą np.
uroczystości państwowych. Były bardzo drogie. Opłacało się nawet ich sprowadzanie z Krymu!
100 lat temu każde jabłko Kalwili pakowano w oddzielną papierową torebeczkę. I to jeszcze zanim
je zerwano. Ogrodnicy natomiast, codziennie, w letnich miesiącach zwilżali wodą każde jabłko z
osobna, aby wywołać na nich rumieniec. Wszystko po to, by uzyskać jeszcze wyższą cenę!