Świat porastały niegdyś puszcze tak gęste, że od Bałtyku do Tatr można było dotrzeć, nie wychodząc z cienia wysokich drzew. W tamtych czasach, które przecież trwały nieco dłużej niż życie przeciętnego śmiertelnika, nad brzegiem rzeki, potem nazwanej Wisłą, mieszkały w małej wiosce trzy siostry. Choć były spokrewnione, znacznie się od siebie różniły. Pierwsza miała włosy kruczoczarne, ciemne jak bezgwiezdna noc i robiła znakomite wypieki. Druga puklami przypominającymi letnie łany zboża niby złotymi sztabkami rozświetlała największy mrok, a głosem potrafiła zmylić nawet ptaki. Trzecia z sióstr, o włosach lśniących miedzianymi pasmami, słynęła z rzadkiego talentu – umiała tkać najpiękniejsze suknie, jakie kiedykolwiek widziano. Siostry żyły ze sobą w harmonii, uzupełniały się wzajemnie, a urodą, dobrocią i inteligencją umilały codzienność pozostałym mieszkańcom nadrzecznej osady. Znali je wszyscy, wszyscy kochali lub przynajmniej cenili. One kochały swoich sąsiadów i sąsiadki, organizowały dla nich uczty, na które można było nie przyjść tylko z bardzo ważnego powodu. Bardzo ważnego – byle katar nie był usprawiedliwieniem dla nieobecności podczas zabaw i tańców do białego rana. Oprzeć się urokowi Jabłonek – tak nazywano trzy siostry, gdyż pielęgnowały oszałamiająco piękny sad – nie potrafił absolutnie nikt.
Mijały lata, wiosny, jesienie i zimy. Uczty i swawole zaczynały się i kończyły. Zaczynały się i kończyły zbiory pysznych jabłek, a Jabłonki, jakby na przekór upływowi czasu, pozostawały młode i piękne. Złe języki zaczęły szeptać, że to podejrzane. Może jaki zły demon macza w tym palce, mówili niektórzy… Wszyscy chcieli poznać sekret nieprzemijającej młodości wspaniałych sióstr. Odkryć tę tajemnicę.

Lato miało się ku końcowi. Zbliżała się jesienna równonoc. Pewnej wrześniowej nocy młody kowal z wioski usłyszał podczas hulanki, jak Jabłonki szepczą coś między sobą.
Już czas. – Dobiegło jego uszu. „Czas na co?”, pomyślał.

Postanowił, że zakradnie się nocą do tej części sadu trzech sióstr, do której wstęp miały tylko one. Niezauważony przez nikogo, poszedł ścieżką wytyczoną wśród gęstych drzew, aż trafił na polanę. Pośrodku rosła największa i najpiękniejsza jabłoń, jaką kiedykolwiek widział. Biła od niej jakaś magnetyczna moc, której młodemu kowalowi trudno było się oprzeć. Grube gałęzie uginały się pod ciężarem soczystych, zielonych jabłek o różnych kształtach. Wokół drzewa tańczyły Jabłonki. Co kilka chwil całowały jeden owoc, a następnie zrywały go i z niespotykaną uważnością odkładały delikatnie do skrzyni. Młodzieniec spostrzegł, że zapełniły w ten sposób już kilka innych, które stały w pobliżu.
Tego lata owoce są wyjątkowo dorodne. Nasze eliksiry i wypieki będą miały wielką moc – powiedziała jedna z sióstr.

Oczarowany tym widokiem młodzieniec podkradł się pod drzewo i skryty między jego gęstymi gałęziami, czekał, by skraść pocałunek którejś siostry. Nie potrafił się oprzeć tej pokusie, choć zarazem się jej wstydził. Gdy on ważył myśli w głowie, Jabłonki tańczyły w zapamiętaniu, wciąż nie widząc intruza. Nadal całowały jabłka i zrywały je, zupełnie nieświadome, że są podglądane. Właśnie jedna z nich miała przed zerwaniem ucałować owoc, gdy młody kowal wystawił swoje usta. Natrafiła na nie – choć ucałowała je jedna, wszystkie trzy siostry oblały się rumieńcem, a owoce jabłoni nagle z zielonych zmieniły się w rumiane i napełniły niezwykłą słodyczą. Blask dorodnego drzewa na środku polany na moment rozświetlił noc. Rano wielu mieszkańców opowiadało, że obudziło ich światło, jakby piorun z bezchmurnego nieba uderzył, i potem długo nie mogli zasnąć. Młody kowal, który nagle doświadczył tak wiele magii, chwycił stojącą najbliżej skrzynię z jabłkami i ruszył biegiem do wioski – zrozumiał, że tajemnica młodości Jabłonek tkwi w owocach. Dlaczego jednak nagle się potknął i na chwilę stracił przytomność? Trudno powiedzieć. Gdy odzyskał przytomność, stały nad nim pochylone wszystkie trzy siostry.

Jeśli obiecasz milczeć, puścimy cię wolno. Nie możesz też zabrać ze sobą żadnego owocu – nakazały.
Kowal roztrącił je swoimi silnymi rękami. Jabłonki upadły, a on z rozbitej skrzyni zagarnął naręcze owoców i znowu spróbował ucieczki z zakazanej części sadu. Gdy mu się zdawało, że zdołał umknąć, poczuł, jak gałęzie oplatają jego stopy, potem kolana, wreszcie całe ciało. Znieruchomiał. Chciał jeszcze krzyknąć, prosić o pomoc, ale jego usta również zamarły. Zniknął wśród gałęzi i przemienił się w dorodną jabłoń. Nigdy nie zdradził sekretu i nigdy nie posmakował wiecznej młodości. Teraz jego drzewo co roku rodzi najsłodsze jabłka, a ukryty w nim młodzieniec nadal czeka, aż ktoś się domyśli, że wznoszące się ku słońcu gałęzie to błagalne wołanie, by zostać odczarowanym. Magiczna jabłoń z sadu wkrótce uschła, rok później zaś Jabłonki zaczęły się starzeć. Legenda mówi, że ich tajemnica została zaklęta w polskich jabłkach i dlatego są tak zdrowe i słodkie jak pocałunek. Dzisiaj miłość do jabłoni przechowują sadownicy znad Wisły, którzy je przytulają, śpiewają im i czynią różne cuda, by polskie jabłka były najsmaczniejsze na świecie. W każdej baśni jest podobno ziarno prawdy. Czy w tej także? Co się dzieje w sadzie, w sadzie zostaje… nie zostają w nim tylko jabłka!